Die in pain.

Święta, święta, święta. Kompletna głupota, śmiać mi się chce. Hipokryci.
Muszę w sobie zabić tą cholerną cechę wampira psychicznego. Jak mogę być satanistką będąc taką okropną osobą? Arr, nie chcę taka być. Nie mogę wymuszać wszystkiego litością, to żałosne, mimo, że wychodzi to często na moje korzyści.
Stojąc na krześle obserwuję cały pokój. Widzę siebie, płaczącą, śmiejącą się przy kompie... Leżącą na podłodze bezwładnie... Jak niespokojnie wiercę się w łóżku lub płaczę. Ten pokój tyle widział... Tyle mojej historii.. I wiele zobaczy. Zawsze ten sam pokój, te same załamania. Chciałabym się przeprowadzić. Gdzieś daleko, zdala od tego co jest tu, mimo że bym cholernie tęskniła za Tobą. Jeden z moich Aniołków. Nieważne kiedy do Ciebie napiszę, czy problem jest poważny, czy coś robisz... Zawsze mi pomożesz, nawet jak nie wiem do końca jak to zrobiłeś. Jesteś wspaniałym przyjacielem, chciałabym móc Ci to jakoś okazać. Siedzę, słucham Twojego głosu i Twojego śmiechu, wyobrażam sobie Twoją twarz i czuję jak mocno Cię lubię. Jesteś tą osobą o której się myśli jak się chce uśmiechnąć w drodze do szkoły. Nie mogę się doczekać spotkania, bo pomimo że gadamy codziennie to czuję, że mam Ci tyle do opowiedzenia. Cholera.
Nauczę się stosować magię. Powoli, ale się nauczę i Ci pomogę. Obiecuję.

Lucy.